Kino Nieśmiertelności: Gdy Świat Nie Może Się Skończyć
Nowa estetyka filmowa 2026 - nie apokalipsa, ale wieczne trwanie. Filmy o systemach, które nie upadają, tylko trwają w nieskończoność. To kulturalna odpowiedź na lęk przed 'endless present'.
Bohater budzi się. Znowu. To samo mieszkanie, to samo światło, ten sam dzień. Próbuje umrzeć - skok z dachu, przedawkowanie, strzał w głowę. Nic nie działa. Świat trwa. On trwa. Nie ma końca. Nie ma wyjścia. Jest tylko wieczne powtórzenie.
To nie jest "Dzień Świstaka". To nie jest pętla czasowa, którą można przerwać, jeśli nauczysz się właściwej lekcji. To jest coś innego: świat, który nie może się skończyć. System, który nie upada, tylko trwa w nieskończoność. I to jest nowa estetyka kina 2026 roku.
Insight Trends World pisze: "Across culture, politics, technology, and identity, the defining anxiety of the mid-2020s is not collapse but persistence. Systems do not fall; they linger, repeat, and refuse closure, producing a sense of life lived inside an endless present."
Nie apokalipsa. Nie katastrofa. Ale wieczne trwanie. Co to mówi o naszym momencie historycznym? I jak kino próbuje to opowiedzieć?
Koniec Końca
Przez większość XX wieku dominującą narracją była apokalipsa. Zimna wojna - lęk przed nuklearną zagładą. Lata 90. - koniec historii, ale też lęk przed Y2K. Lata 2000. - terroryzm, zmiana klimatu, kryzys finansowy. Zawsze był jakiś koniec na horyzoncie.
Ale w połowie lat 2020. coś się zmienia. Ludzie przestają wierzyć w koniec. Nie dlatego, że problemy znikają. Ale dlatego, że problemy nie prowadzą do końca - tylko do wiecznego trwania.
Zmiana klimatu? Nie będzie jednej wielkiej katastrofy. Będą małe katastrofy, ciągle, bez końca. Pożary, powodzie, susze, migracje. Ale świat nie "kończy się". Po prostu staje się coraz gorszy, coraz trudniejszy, coraz bardziej nie do życia. Ale wciąż trwa.
Kapitalizm? Mark Fisher, brytyjski teoretyk kultury, pisał o "capitalist realism" - niemożności wyobrażenia sobie końca kapitalizmu. "Łatwiej wyobrazić sobie koniec świata niż koniec kapitalizmu". Ale Fisher pisał to w 2009 roku. W 2026 roku idziemy dalej: łatwiej wyobrazić sobie, że świat nigdy się nie skończy, niż że cokolwiek się fundamentalnie zmieni.
Pandemia? Miała być "momentem przełomu". Ale co się stało? Lockdown, szczepionki, powrót do "normalności". Tylko że "normalność" to nie powrót do 2019 roku. To nowa normalność - maseczki w szpitalach, praca zdalna, ciągły low-level anxiety. Pandemia nie skończyła się. Po prostu stała się częścią tła.
I kino zaczyna to opowiadać.
Estetyka Trwania
Jak wygląda film o świecie, który nie może się skończyć?
Po pierwsze: brak rozwiązania. Tradycyjna narracja filmowa ma strukturę: problem → komplikacja → rozwiązanie. Bohater ma cel, napotyka przeszkody, w końcu osiąga cel (albo nie, ale wtedy to jest "tragedia" - też forma zakończenia). Ale w kinie nieśmiertelności nie ma rozwiązania. Problem nie zostaje rozwiązany. Po prostu trwa.
Po drugie: powtórzenie. Nie jako pętla czasowa (którą można przerwać), ale jako struktura rzeczywistości. Bohater budzi się, idzie do pracy, wraca do domu, budzi się, idzie do pracy, wraca do domu. Nic się nie zmienia. Nie ma progresji. Jest tylko wieczne teraz.
Po trzecie: nieśmiertelność jako przekleństwo. W tradycyjnej fantastyce nieśmiertelność była marzeniem albo dylematem moralnym. W kinie nieśmiertelności jest koszmarem. Nie możesz umrzeć. Nie możesz uciec. Musisz trwać, bez końca, bez sensu, bez nadziei.
Przykłady? "The Brutalist" (2025) - film o architekcie, który buduje monumentalny budynek przez 30 lat, ale budynek nigdy nie jest skończony. "Megalopolis" Coppoli - wizja miasta, które trwa wiecznie, bez możliwości transformacji. Nowe filmy science fiction, które nie opowiadają o kolonizacji kosmosu, ale o życiu w stacjach kosmicznych, które krążą wiecznie, bez celu, bez końca.
To nie jest nihilizm. To realizm.
Franco Berardi i Koniec Przyszłości
Franco "Bifo" Berardi, włoski filozof i aktywista, napisał książkę "After the Future" (2011). Teza: przyszłość się skończyła. Nie w sensie, że nie ma jutra. Ale w sensie, że nie ma już "Przyszłości" - wielkiej narracji o postępie, o tym, że jutro będzie lepsze niż dziś.
W XX wieku przyszłość była obietnicą. Komunizm obiecywał społeczeństwo bez klas. Kapitalizm obiecywał dobrobyt dla wszystkich. Technologia obiecywała rozwiązanie wszystkich problemów. Zawsze było "jeszcze nie, ale wkrótce".
W XXI wieku przyszłość jest zagrożeniem. Zmiana klimatu, automatyzacja, nierówności, pandemia. Przyszłość to nie obietnica, ale ostrzeżenie. I jednocześnie - nie możemy jej uniknąć. Nie możemy "zatrzymać" przyszłości. Możemy tylko trwać.
Berardi pisze o "slow cancellation of the future" - powolnym anulowaniu przyszłości. Nie ma wielkiego końca. Jest tylko stopniowe wyczerpywanie możliwości, stopniowe zamykanie horyzontów, stopniowe oswajanie się z tym, że nic się nie zmieni.
I kino zaczyna to opowiadać. Nie jako dystopię (bo dystopia wciąż zakłada, że jest jakiś "lepszy" świat, do którego moglibyśmy wrócić). Ale jako rzeczywistość. Świat, w którym żyjemy, to świat bez końca i bez przyszłości. Jest tylko wieczne teraz.
Deleuze i Obraz-Czas
Gilles Deleuze, francuski filozof, pisał o dwóch typach obrazu filmowego: obraz-ruch i obraz-czas.
Obraz-ruch to klasyczne kino akcji. Bohater działa, rzeczy się dzieją, czas płynie linearnie od początku do końca. To kino narracji, kino przyczyny i skutku, kino, w którym czas jest narzędziem opowieści.
Obraz-czas to coś innego. To kino, w którym czas sam staje się widoczny. Długie ujęcia, w których nic się nie dzieje. Postacie, które nie działają, tylko czekają. Czas, który nie prowadzi do końca, tylko trwa.
Deleuze pisał o tym w kontekście kina modernistycznego - Antonioni, Resnais, Tarkowski. Ale w 2026 roku obraz-czas wraca w nowej formie. Nie jako artystyczny eksperyment, ale jako sposób opowiadania o rzeczywistości.
Bo rzeczywistość w 2026 roku to nie akcja. To oczekiwanie. Czekanie na koniec pandemii (która nigdy się nie kończy). Czekanie na rozwiązanie kryzysu klimatycznego (które nigdy nie przychodzi). Czekanie na zmianę (która nigdy nie następuje). Czas trwa. My trwamy. Ale nic się nie dzieje.
I kino próbuje to uchwycić.
Polska Perspektywa: Trwanie jako Doświadczenie
W Polsce mamy szczególną wrażliwość na trwanie. Historia Polski to nie historia wielkich rewolucji (poza kilkoma wyjątkami), ale historia trwania mimo wszystko. Zabory, wojny, komunizm, transformacja - zawsze było "przetrwać", "wytrzymać", "doczekać".
Polskie kino od zawsze było kinem trwania. Wajda, Kieślowski, Holland - to wszystko filmy o ludziach, którzy trwają w trudnych warunkach, bez gwarancji happy endu. Nie ma wielkiego wyzwolenia. Jest tylko codzienne życie, codzienne wybory, codzienne trwanie.
Może dlatego polska publiczność jest szczególnie wrażliwa na kino nieśmiertelności? Bo rozpoznajemy to doświadczenie. Wiemy, jak to jest żyć w świecie, który nie kończy się, ale też nie zmienia się na lepsze. Po prostu trwa.
Młode polskie kino - Żmijewski, Englert, Koterski Jr. - zaczyna eksplorować tę estetykę. Filmy o młodych ludziach, którzy nie mają przyszłości (nie w sensie, że umrą, ale w sensie, że nie ma dla nich miejsca w systemie). Filmy o pracy, która nie prowadzi nigdzie. Filmy o związkach, które trwają, ale nie rozwijają się. Filmy o życiu jako wiecznym teraz.
To nie jest depresja. To jest realizm.
Czy To Nihilizm?
Krytycy mówią: kino nieśmiertelności to nihilistyczna rezygnacja. Jeśli nie ma końca, nie ma sensu. Jeśli nie ma przyszłości, po co w ogóle próbować?
Ale może to nie nihilizm. Może to nowa forma realizmu.
Nihilizm mówi: nic nie ma znaczenia. Kino nieśmiertelności mówi: znaczenie nie pochodzi z końca. Nie potrzebujemy apokalipsy, żeby życie miało sens. Nie potrzebujemy "Przyszłości", żeby dzisiejszy dzień był ważny.
To trudna lekcja. Bo przez całą nowoczesność uczyliśmy się, że sens pochodzi z celu. Pracujesz, żeby osiągnąć coś w przyszłości. Cierpienie ma sens, jeśli prowadzi do lepszego jutra. Historia ma kierunek, postęp, cel.
Ale co jeśli nie ma celu? Co jeśli historia nie ma kierunku? Co jeśli po prostu trwamy, bez końca, bez sensu, bez nadziei?
Kino nieśmiertelności mówi: to nie jest koniec. To jest warunek. I musimy nauczyć się w tym żyć.
Przyszłość bez Końca
Więc dokąd to wszystko zmierza?
Paradoks: nie możemy mówić o "przyszłości" kina nieśmiertelności. Bo kino nieśmiertelności właśnie kwestionuje ideę przyszłości.
Ale możemy powiedzieć: to nie jest przemijający trend. To jest odpowiedź na fundamentalną zmianę w naszym doświadczeniu czasu. Żyjemy w świecie, który nie kończy się, ale też nie zmienia się na lepsze. Po prostu trwa.
I kino musi znaleźć sposób, żeby to opowiedzieć. Nie jako dystopię. Nie jako tragedię. Ale jako rzeczywistość.
Bohater budzi się. Znowu. To samo mieszkanie, to samo światło, ten sam dzień. Ale tym razem nie próbuje umrzeć. Nie próbuje uciec. Po prostu wstaje, robi kawę, wychodzi na ulicę. Świat trwa. On trwa. Nie ma końca. Nie ma wyjścia.
Ale może nie o to chodzi. Może chodzi o to, żeby nauczyć się żyć w świecie bez końca. Żeby znaleźć sens nie w celu, ale w trwaniu. Żeby być nieśmiertelnym - nie jako fantazja, ale jako warunek.
I może to właśnie jest przyszłość kina - nie opowieści o końcu świata, ale opowieści o świecie, który nigdy się nie kończy. I o nas, którzy musimy w nim żyć.
Źródła: