Ontologia Kryzysu Męskości
Analiza eseju Maxi Wallenhorst z e-flux. Czy kryzys męskości to realny problem, czy polityczny mechanizm stabilizacji status quo?
Współczesny dyskurs publiczny wydaje się być uwięziony w pętli „kryzysu męskości”. Od prawicowych manifestów po liberalne analizy socjologiczne, męskość jest opisywana jako pacjent w stanie krytycznym. Jednak esej Maxi Wallenhorsta w e-flux Journal sugeruje, że ten kryzys nie jest awarią systemu, lecz jego integralną częścią.
Wallenhorst stawia tezę, że „kryzys męskości” stał się figurą retoryczną o charakterze permanentnym. Zamiast dążyć do rozwiązania, narracja ta służy stabilizacji patriarchatu poprzez ciągłe inscenizowanie jego rzekomej słabości. W tym ujęciu mężczyzna w kryzysie to postać tragiczna, która domaga się empatii, zasobów i przede wszystkim — powrotu do wyobrażonego ładu. To klasyczny mechanizm „permanentnego stanu wyjątkowego”, gdzie rzekome zagrożenie legitymizuje utrzymanie starych struktur.
Intelektualne ramy tej analizy opierają się na dekonstrukcji męskości nie jako zbioru cech, ale jako ontologicznego pola bitwy. Wallenhorst zauważa, że każda próba zdefiniowania „nowej męskości” wpada w tę samą pułapkę: zakłada, że istnieje jakaś esencja, którą trzeba naprawić lub zaktualizować. Tymczasem problemem może być samo pojęcie męskości jako centralnego punktu odniesienia dla polityki i kultury.
Z drugiej strony, całkowite zignorowanie poczucia dezorientacji, którego doświadcza wielu mężczyzn, może prowadzić do radykalizacji. Czy odrzucenie narracji o kryzysie jako „mechanizmu politycznego” nie jest zbyt chłodnym, akademickim podejściem, które pomija realne ludzkie cierpienie i samotność? Czy wylanie dziecka z kąpielą nie spowoduje, że jedynym dostępnym językiem dla tych emocji pozostanie retoryka skrajnej prawicy?
Synteza tych stanowisk prowadzi do wniosku, że musimy przestać mówić o „kryzysie męskości”, a zacząć o „polityce afektów”. Prawdziwa dekonstrukcja nie polega na naprawianiu mężczyzny, lecz na demontażu rusztowania, które każe mu zawsze stać w centrum, nawet wtedy, gdy gra rolę ofiary.
Czy wyjście poza paradygmat kryzysu pozwoli nam wreszcie zbudować relacje oparte na czymś innym niż wieczna potrzeba obrony zagrożonej tożsamości?